Panie, kiedyś auta to proste były i tylko czasem się psuły, a teraz tej elektroniki naładują i co rusz coś nie działa – mówią mechanicy samochodowi. Dziś jak nigdy wcześniej, zaczynamy czuć, że postęp cywilizacyjny, którego jesteśmy nie tylko świadkami, ale i uczestnikami, ma różne oblicza.
Jednym z bardziej jaskrawych przejawów współczesnego życia jest jego maksymalizacja. Dużo wszystkiego, cel za celem, generalnie – mieć jak najwięcej. Pracy, rzeczy, bodźców, lajków, informacji, sukcesów i jedzenia. Okazuje się bowiem, że człowiek to silna bestia jest i może wycisnąć z siebie naprawdę wiele.
Ludzki organizm jednak, przez około 150 tysięcy lat żył w nieco innych okolicznościach przyrody. Podobno jeszcze w XVIII wieku statystyczny homo sapiens spotykał przez całe życie średnio 60 innych przedstawicieli swojego gatunku. Dziś, tylu, widzimy każdego dnia w drodze do pracy.
Nasze narządy oczywiście próbują jak najlepiej dostosować się do tych nowych warunków środowiskowych. Kiedyś prawdopodobnie mózg bez wysiłku przetworzy natłok bodźców i informacji, układ nerwowy będzie w stanie na bieżąco przepuszczać przez ciało emocje, a mięśnie bez szwanku będą wytrzymywać wysokie tempo ruchu. Zanim to jednak nastąpi, system operacyjny człowieka może troszeczkę wariować.
Tak jak z grami komputerowymi – jeśli twój sprzęt nie spełnia wymogów technicznych, to gra się zawiesi albo w ogóle nie odpali. Nasze organizmy również coraz częściej się zawieszają. Psują się serca, puszczają mięśnie, duszę mrok przyćmiewa…
Kijem Wisły nie zawrócisz, ale zanim dopadnie Cię jedna z chorób cywilizacyjnych, możesz przyjrzeć się sobie i zastosować pewne czynności profilaktyczne. Zbilansować pośpiech, stres i napięcie z dawką błogiego relaksu i świętego spokoju. Zastosować odpowiednie dla siebie narzędzia dbania o równowagę psychofizyczną, doświadczając regeneracji.